Chociaż rady zawarte w większości poradników dla ciężarnych są zwykle bezcenne, to ich lektura jest równie przyjemna jak mieszanie cementu rękami. W porównaniu z nimi poradnik Kaz Cooke to kąpiel z bąbelkami, to dr Spock pod wpływem gazu rozweselającego - mnóstwo zebranych w pocie czoła informacji, setki rzetelnych i zarazem dowcipnych odpowiedzi na ważne pytania: Jak grzecznie poinformować rozentuzjazmowaną panią w autobusie, że jeżeli położy rękę na naszym brzuchu, to ból, który poczuje w lewej łydce nie będzie przypadkowy? Co robić, gdy zamiast tradycyjnego apetytu na ogórki kiszone i miód najdzie cię chęć na precle, śliwowicę i kilka odcinków Janosika? Czy miłość do potomstwa usprawiedliwia wydawanie na ubranka równowartości kwoty niezbędnej do utrzymania pierwszoligowej drużyny szczypiornistów? Skąd wiadomo, że to "już"? A jeśli to tylko efekt spożycia wiaderka pikantnych skrzydełek i słoiczka miodu? Pierwsza wizyta u świeżo upieczonej mamy - który prezent jest bardziej stosowny: goździki i bombonierka obiad z trzech dań w trojakach dla całej rodziny i opłacona pomoc domowa na najbliższy miesiąc? I jeszcze jedno: czy cokolwiek usprawiedliwia nadanie dziecku imienia "Turbina"?