Gdy Amundsen w 1911 roku i zaraz po nim Scott zdobyli biegun południowy, ich rywal sir Ernest Shackleton wyruszył w 1914 roku w "ostatnią wielką podróż na ziemi" - by przebyć od jednego do drugiego brzegu Antarktydę. Popłynął z 27 towarzyszami na statku Endurance, ale rejs zakończył się katastrofą, gdy statek został uwięziony, a po przeszło pół roku - zmiażdżony w lodowym paku Morza Wedella, rzucając załogę na desperacką wojnę o przeżycie. Ich ucieczka z "piekła" - wielomiesięczne dryfowanie na krach, wycieńczająca podróż szalupami na Wyspę Słoniową, 800 milowa eskapada ratunkowa na 7-metrowej szalupie na wyspę Georgia Południowa po rozszalałym Atlantyku, nieprzerwana 36-godzinna przeprawa przez góry i lodowce na drugi brzeg Georgii - jest jedną z najwspanialszych pionierskich historii. Że uratowali się pomimo tylu przeciwności i trudów, z jakimi w ciągu dwóch lat musieli się zmagać, z ekwipunkiem, który nawet w owych czasach uchodził za prymitywny, wydawać się może niepojęte. Zrozumieć to można jedynie wtedy, gdy poznamy niezwykłą determinację, optymizm i charyzmę "szefa" oraz wytrwałość, którą potrafił wykrzesać ze swych towarzyszy.