Opis
Zapis muzycznych eksperymentów i poszukiwań grupy poznańskich studentów, zainspirowanych psychodelią lat 60.
Grupa Krew powstała w październiku 1986 roku w Poznaniu i działała do czerwca 1989 roku. Utworzyli ją byli muzycy punkrockowej formacji Ręce Do Góry: Łukasz Czarny - gitara basowa, Artur Stanilewicz - gitara, Remigiusz Cholewicki - perkusja, Ryszard Gromadzki - śpiew i Małgorzata Kurlus - organy. Później tę ostatnią zastępowali Bartosz Ciepłuch i Witold Oleszak. Dołączyli też drugi wokalista Andrzej Rzepecki i trębacz Andrzej Łakomy.
Inspirację dla muzyków, którzy byli studentami poznańskich uczelni, stanowiły dokonania psychodelicznych grup z lat 60. Po kilku miesiącach prób, na początku 1987 roku, zespół zadebiutował przed poznańską publicznością. Koncert został zarejestrowany i opublikowany własnym sumptem na kasecie pt. "Obłąkany Fryc". W tym samym roku podczas występu w Elblągu nagrano materiał na drugą kasetę pt. "Dziki i dziewięć opowiadań". Na kolejne wydawnictwa grupy trafiły zapisy koncertów w poznańskich klubach w 1988 roku. Inne ważne występy zespołu miały miejsce na festiwalach w Katowicach i Świnoujściu. Formacja dokonała też, w amatorskich warunkach, nagrań studyjnych.
Krew tworzyli studenci wydziałów: prawa, historii, biologii, filologii polskiej, dziennikarstwa, architektury i sztuk pięknych. Rozpiętość obszaru zainteresowań i kolektywna praca miała ogromny wpływ na tworzoną przez nich muzykę. Wspólnym elementem artystycznych poszukiwań było eksperymentowanie ze stylistyką rocka. Żaden z członków grupy nie planował kariery muzycznej, dlatego wspólny proces twórczy pozwalał na odrzucenie kompromisów, co zaowocowało oryginalną i niezależną wypowiedzią artystyczną. Niestety z chwilą ukończenia studiów, w czerwcu 1989 roku, muzycy w naturalny sposób rozwiązali zespół.
Album jest dźwiękowym zapisem koncertów, odbytych w latach 1986 - 1989.
Po koncercie Krwi w ramach studenckiego festiwalu FAMA ?88 w Świnoujściu rozmawiałem z dwoma, dziś już, niestety, nieżyjącymi, artystami: Andrzejem Rzepeckim, który był naszym drugim wokalistą, i Grzegorzem Ciechowskim, frontmanem słynnej Republiki. Ten ostatni gratulował nam koncertu, ale od razu zaznaczył, że grając taką muzykę, nie możemy liczyć na komercyjny sukces. Po chwili jednak dodał: "Ale wam przecież nie o to chodzi!".
Łukasz Czarny
Pod koniec koncertu w klubie Nurt w Poznaniu na scenie pojawiła się Karolina w stroju topless, popryskana czarną plakatówką, powiewając czarną flagą. Na ciele naszego wokalisty Ryszarda Gromadzkiego dostrzegłem krew: starą żelazną konserwą ponacinał sobie skórę. Paralityczne drgawki Karoliny i Rysia korespondowały ze sobą. To było coś w rodzaju niekontrolowanego performance'u. Studencki radiowęzeł transmitował koncert do pokojów w akademiku, ale realizatorzy nie wytrzymali naszej kakofonii i przerwali nadawanie przed końcem występu.
Artur Stanilewicz
Ryszard Gromadzki był urodzonym frontmanem. Zwielokrotniony Jim Morrison w swojej szczytowej fazie. Demencja połączonaz szaleństwem. Rysiu na scenie był bogiem, może nawet kimś więcej. Ludzie go nie do końca kumali. To jest, moim zdaniem, zdecydowanie największy zmarnowany talent, który pojawił się w polskim rocku.