Opis
Zespół No Limits zadebiutował za wcześnie. Tak z pięć lat. Rok 1988, jak cała druga połowa lat 80, to nie był w kraju nad Wisłą najlepszy okres dla muzyki pop. Paradoksalnie największą popularnością cieszyli się wykonawcy działający w obrębie nurtów muzycznych gdzie indziej zajmujących wąski margines rynku. Ale rynku wówczas w kraju nad Wisłą nie było... Gdyby był, No Limits staliby się wielką gwiazdą. Być może większą niż Ich Troje, a z całą pewnoscią większą niż Blue Cafe lub Varius Manx. Bo w ich lekkiej, łatwej i przyjemnej muzyce była wielka frajda z grania. Taka prawdziwa, nie wymyślona na potrzeby promocji, ale autentyczna, nieposkromiona i - co najważniejsze - udzielajaca się publicznosci. Mnie udzieliła się od pierwszego koncertu w gdyńskim klubie Bukszpryt. Jechałem na ten koncert z ciężkim sercem. Znałem wtedy tylko jedną piosenkę No Limits, "Primary", którą zespół przysłał mi do radia z prośbą o prezentację na antenie, a jako że utwór specjalnie mnie nie zachwycił więc nie bardzo go na antenie prezentowałem... Inna sprawa, że ja tę taśmę dostałem chyba przez pomyłkę; Rozgłośnia Harcerska w której pracowałem była wówczas stacją stricte, a nawet radykalnie rockową. To trochę tak, jakby dziś debiutujący zepół death metalowy wysłał taśmę demo do Radia Maryja... Koncert zmusił mnie do zweryfikowania poglądów, pozbycia się uprzedzeń i... wzięcia udziału w zabawie. Jedenastoosobowa ekipa grała na poziomie o jakim większość ówczesnych gwiazd mogła jedynie pomarzyć. Muzycy mieli średnio po 20 lat, ale pełnymi garściami czerpali z tradycji rocka, jazzu i muzyki latynoskiej. I robili to w sposób budzący szacunek. Główną postacią od początku był w zespole Maciej Łyszkiewicz - kompozytor, pianista, a ostatnimi czasy również autor tekstów. Człowiek, który z nazwy zespołu uczynił sobie motto życiowe, tworząc coraz to nowe muzyczne formacje, a także piszac piosenki w wielu muzycznych konwencjach dla debiutantów, debiutantek i uznanych gwiazd. Facet obdarzony nie tylko wielkim talentem, ale również wielką wytrwałością, która m in. owocuje płytą, która właśnie trafiła do Państwa rąk. Warto sobie te piosenki przypomnieć i wyobrazić jak mogłaby wyglądać rodzima muzyka pop, gdyby historia zespołu No Limits nie zaczęła się w niewłaściwym momencie...