Ten film swoją stylistyką nawiązuje do kina lat 70., kiedy to produkcje takie jak Syndykat zbrodni, Chiński syndrom, czy Trzy dni kondora ukazywały istną spiskową teorię dziejów. Ameryka jawiła się w nich nie jako doskonały demokratyczny system, lecz przesiąknięte zarazą korupcji państwo. W następnej dekadzie podobna problematyka pojawiała się rzadziej, ale wciąż należy do ulubionych tematów twórców zza Oceanu. Film Petera Yatesa dodatkowo toczy się głównie na sali sądowej, a rozwój i meandry systemu prawnego od czasów Zabić drozda, czy też Dwunastu gniewnych ludzi kino amerykańskie śledzi również z lubością. Główną bohaterką Podejrzanego jest Kathleen Riley pracująca w Waszyngtonie jako obrońca z urzędu. Właśnie zostaje jej przydzielona kolejna beznadziejna sprawa. Jej klientem zostaje głuchoniemy bezdomny Carl Anderson oskarżony o zabójstwo kobiety. Jego wina wydaje się być oczywista, ale Riley stara się mu pomóc. Nieoczekiwanie kluczowy dowód w tym procesie odkrywa pełniący obowiązki ławnika lobbysta pracujący w Senacie. Chociaż to niezgodne z prawem, adwokatka korzysta z jego informacji, które wskazują, że w zabójstwo zaplątani są wysoko postawieni urzędnicy. Chociaż temat to mocno wyeksploatowany reżyserowi udało się stworzyć dobrze skrojony thriller z nieoczekiwanymi momentami suspensu. Już otwierająca film sekwencja samobójstwa intryguje, tym bardziej, że jej znaczenie nie zostaje zbyt szybko wyjaśnione. Umiejętnie też skontrastowano rzeczywistość świata władzy i życia bezdomnych, koncentrując się raczej na wymowie obrazu niż retorycznych popisach. Pod względem aktorskim film trzyma wysoki poziom. Zarówno Liam Neeson, jak i Dennis Quiad tworzą przekonujące postacie podbudowane psychologicznie. Największe uznanie należy się jednak Cher, w swej najlepszej kreacji aktorskiej. Honoru dodatków broni komentarz reżysera. Interesująco opowiada o m.in. ekspresji oczu Cher, o tym jak budować filmowe napięcie, jak prowadzić akcję, by odpowiedź na pytanie – kto zabił? - zaskoczyła widza. Yates wygłasza też własną interpretację filmu, który jego zdaniem jest obrazem o ludzkiej samotności w wielkim mieście.