Wiek XIX był czasem wielkich wypraw w głąb kontynentu afrykańskiego, Azji, Australii i Ameryki. Opisy przygód Stanleya, Livingstone'a, Speke'a, Bakera czy Schweinfurtha wypełniały łamy gazet i czasopism. Mocarstwa wysyłały armie, żeby objąć w posiadanie dopiero co odkryte obszary. Zaroiło się od misjonarzy, którzy masowo zaczęli nawracać "dzikich", a handlarze przemierzali dżunglę, aby od tychże "dzikich" wycyganić złoto i kość słoniową w zamian za koraliki i lusterka. W XIX wieku na odważnych i zdeterminowanych mężczyzn czekała imponująca przygoda. Nikt nie przypuszczał, że również kobiety będą zdolne do poszukiwania przygód. A jednak tak się stało. [.] Większość z nich została tak wychowana, że nie tylko biernie poddawała się losowi, ale wręcz głęboko wierzyła w swoje niewolnicze "przeznaczenie". Czasami jednak zdarzało się w ich życiu coś, co sprawiało, że "przeznaczenie" traciło rację bytu. Nie trafiła się odpowiednia partia, albo nagle zmarł małżonek i wdowa mogła dysponować (niekiedy znacznym) kapitałem. Otwierała się brama do kuszącej wolności i niektóre "anioły" odważały się rozwinąć skrzydła. Uciekały z "wyperfumowanej atmosfery cieplarni", pakowały kufry i wyruszały w podróż. Nie do Nicei, Florencji czy St Moritz (tam bywały już dość często z rodzicami), ale do Balla Balla, N'dorko czy K'ang-ting. (fragment)