Opis
Filmowa adaptacja powieści Scota McPhersona to melancholijna opowieść o uczuciach. Uczuciach nie tylko pokazywanych na zewnątrz – bliskim, z którymi jesteśmy związani, ale i tych, jakie nami szargają w chwilach słabości. Siostry Lee (Meryl Streep) i Bessie (Diane Keaton) żyły dotychczas z dala od siebie, nie utrzymując z sobą kontaktu. Kiedy jednak los łączy je ze sobą ponownie, ich uczucia i emocje wybuchają z niesamowitą siłą. Syn Lee też nie jest aniołem i przy okazji podpala dom rodzinny, za co ląduje w psychiatryku.,Ogromnym i niepodważalnym atutem Pokoju Marvina jest jego obsada. Mamy tu do czynienia ze swoistą zmianą kobiecego, aktorskiego emploi. Znana z ról przebojowych Diane Keaton gra tu osobę chorą, ale nie do końca pokonaną. Z kolei Meryl Streep, często kreująca zagubione kobiety, tutaj przekonująco wciela się w silną osobowość. Di Caprio jako Hank dość dobrze się tu odnalazł, choć nieco kopiuje rolę z Co gryzie Gilberta Grape’a (tylko w wersji soft). Głównym tematem filmu jest tolerancja i amerykańska zdolność adaptacji w każdej sytuacji. Pod maską spokoju, jaką przybierają bohaterowie czają się strach, kompleksy i frustracje. Tu w każdym bądź razie Jerry Zaks pokazał to tak, aby nie bolało za mocno. Gdyby zrobili ten film Europejczycy byłby do granic naturalistyczny. Można go sobie wyobrazić w wydaniu Bergmanowskim jako wystudiowany obraz bólu. Tymczasem reżyser znieczula wiele epizodów, tworząc w ten sposób film ciepły, choć bez zbędnego i taniego sentymentalizmu, ale i bez drapieżności. Niby wszystko jest tu tragiczne, bo jest, ale przykryte filmowym lukrem. Zaks nawet śmierć oswoił, ujarzmił. Choroba okazuje się sposobem na scementowanie rodziny, a fakt czy przeszczep się uda, czy nie - jest na drugim miejscu. Próba pogodzenia się z tym co nieuniknione wychodzi Amerykanom najlepiej, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nie wykorzystano tu możliwości scenariusza. Znakomite są ostatnie minuty filmu. Wyważone, subtelne, zrobione ze smakiem i stylowo. Taki trochę przewrotny happy end. Dużo zawdzięcza też Pokój Marvina zdjęciom Piotra Sobocińskiego. Jego dbałość o detale i sposób pracy kamery są bardzo europejskie, subtelne, ale i wystudiowane. Sobociński podkreśla intymność bohaterów. Eksponuje ujęcia, które innym wykonaniu byłyby banalne.