Hollywood od czasu do czasu decyduje się na prowokację obyczajową. Niekiedy wręcz, jak to się stało w przypadku Przodem do tyłu, dotyka tematów, które w środowisku amerykańskich producentów i aktorów uchodzą za tematy zakazane, chronione welonem politycznej poprawności. Wielkie Hollywood od czasu do czasu potrafi się pośmiać z samego siebie, oczywiście w sposób niezłośliwy i pogodny, ale jednak! W miasteczku Greenleaf lubiany przez uczniów Howard Brackett wykłada literaturę w miejscowym liceum. Szykuje się do ślubu z piękną Emily i ogólnie jest szanowanym obywatelem, a do tego szczęśliwym i spokojnym człowiekiem. Pewnego dnia całe Greenleaf zasiada przed telewizorami. Oto były uczeń Howarda, który stał się potem hollywoodzkim gwiazdorem, Cameron Drake odbiera podczas gali wręczenia Oscarów statuetkę w kategorii najlepszego aktora w roli pierwszoplanowej. Całe Greenleaf ogarnia euforia, sam Howard wprost szaleje z radości. Radość nie potrwa jednak długo. Cameron, odbierając nagrodę i dziękując m.in. Howardowi za pedagogiczny trud, ogłasza wszem i wobec, że jego nauczyciel jest... gejem. Nie trzeba dodawać, że te rewelacje dość radykalnie zmienią życie Howarda. W Przodem do tyłu trójka znanych aktorów: Kevin Kline, Matt Dillon oraz Tom Selleck zagrali dość niezwykłe jak na swoje dotychczasowe emploi role. Zwłaszcza Selleck, jednoznacznie kojarzony z macho, niczym Warren Beatty w Bonnie i Clyde pokazuje, że tacy jak on potrafią czasem zakpić z siebie. Co ciekawe, reżyserem filmu jest Frank Oz, dawny współpracownik Jima Hensona, który w ostatnich latach robi coraz ciekawsze filmy.