Prostak, uliczny rozrabiaka, mordotłuk bez perspektyw. Taki właśnie jest Rocky Balboa. Nie za dobrze umie czytać i pisać, a swoje szanse na bokserską karierę zaprzepaścił już dawno temu. Stallone, autor scenariusza filmu, z którym błąkał się po wielkich i mniejszych wytwórniach przez pięć lat mówi: „Próbowałem stworzyć bohatera dwuznacznego, osiłka o gołębim sercu, antybohatera, po to tylko by dać mu szansę rehabilitacji podczas trwania filmu”. Rocky taką szansę otrzymuje od Apollo Creda – mistrza wagi ciężkiej, który dla autoreklamy proponuje mu walkę. To życiowa szansa Rocky’ego na wybicie się i stanie się kimś. „Pomysł na tę walkę zaczerpnąłem z prawdziwego życia – mówi Sly – Siedząc kiedyś z kolegami w barze byłem świadkiem walki słynnego już wtedy Muhhamada Alego z nikomu nieznanym bokserem Chuckiem Webnerem. Widziałem na własne oczy jak Chuck nokautuje mistrza i pomyślałem, że to znakomite zakończenie historii mojego bohatera”. Balboa rozpoczyna mordercze treningi, ale widz od samego początku nie nastawia się na to, że wygra, tylko na to że stanie do nierównej walki z podniesionym czołem. Jednakże nie dokonałby tego bez pomocy swego trenera i przyjaciół.