Andrzej Smolik wyrósł nam na szarą eminencję polskiego rynku muzycznego. Miał swój wpływ na ostateczny kształt około dwudziestu albumów (współpracował między innymi z Wilkami, Kasią Nosowską i Myslovitzem). Jego debiutancka, solowa płyta zatytułowana po prostu Smolik przynosi porcję solidnej, "nieinwazyjnej", retro-chilloutowej muzyki elektronicznej. "Nieinwazyjnej", ponieważ produkcje Smolika doskonale sprawdzają się jako muzyka tła. W końcu - jak możemy wyczytać w oficjalnych materiałach wytwórni - jest to muzyka dla tańczących inaczej... Odnieść można również wrażenie, że poszczególne kompozycje Smolik tworzył pod zaproszonych do ich wykonania gości. A goście to przedni, choć może poza Arturem Rojkiem z Myslovitz, nie posiadający w naszym kraju statusu gwiazdy. Usłyszeć możemy więc między innymi Kasię Nowicką (Futro), Bogdana Kondrackiego (Kobong), irańskiego wokalistę Jahiara Azina Trani i Larry'ego Okey Ugwu (niezapomnianego wykonawcę nieziemskich hitów z repertuaru zespołów Kury i Leszcze). W sumie powstała dobra, zróżnicowana płyta.