Czy Ewangelia, Dobra Nowina, jest nadal głoszona z radością i entuzjazmem?
Czy o Bogu można mówić mając "usta pełne śmiechu", jak czytamy w Psalmie 126, czy też raczej należy zachować powagę i surowość przynależną sprawom ostatecznym i najważniejszym?
Z drugiej strony: czy nie grozi nam mcdonaldyzacja orędzia ewangelicznego, którego ikoną są szeroko uśmiechnięte twarze głoszące proste slogany, łatwe do przyjęcia pod każdą szerokością geograficzną?